Lubię to
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nasze media społecznościowe.
Bożydar
Jagiellończyk
P. Kochanowska
W środę 25 marca br. uczniowie Zamoyskiego mieli okazję doświadczyć na scenie Teatru im. Słowackiego w Krakowie "Wesela" w reżyserii Mai Kleczewskiej. „Wesela”, w którym Kleczewska świadomie odchodzi od odwołania się do romantycznego mitu narodowego na rzecz ukazania dramatu Wyspiańskiego przez pryzmat współczesnych lęków i społecznych podziałów.
Zaczynając od pięknych weselnych scen w pierwszym akcie, uwodzących nas tanecznym wirem i historycznym kostiumem, pozornie jednoczących wszystkie stany: arystokrację, inteligencję i chłopów, spektakl szybko przechodzi do scen symbolicznych, kreślących obraz kraju, który nie potrafi się obronić przed traumą historii, wojną i rozpadem społeczeństwa.
W momencie, kiedy dramat Wyspiańskiego nawiedzany jest przez widma podświadomości narodowej, Kleczewska skupia się na konkretnej rzeczywistości politycznej i społecznej: Wernyhora to już nie mityczny prorok, ale młoda Ukrainka w mundurze śpiewająca „Pływe kacza po Tysyni” (aktualnie pieśń ukraińskiego wojennego oporu), która nie oczekuje cudu, lecz solidarności w obliczu wojny z Rosją. Hetman to gruby oligarcha ze złotą komórką w ręku, składający za jej pośrednictwem hołd Rosjanom. Pozbawiony historycznego kostiumu Stańczyk ukazany jest jako ślepiec, który kiwa się jak pajac na sprężynie, za kaduceusz ma mikrofon, a Dziennikarzowi wręcza zrobioną z „Gazety Polskiej” papierową czapeczkę błazna. Najmocniejsze wrażenie w korowodzie widm robi Czarny Rycerz, ukazany w mundurze polskiego oficera, który zabija Żydów niczym niemiecki okupant. Na koniec roztańczony Chochoł wyrywa sobie z piersi zakrwawione serce – symbol Polski i z impetem rzuca nim o stół.
„Wesele” według Kleczewskiej nie przynosi ulgi ani oczyszczenia. Zamiast katharsis oferuje duszny, nieprzerwany sen o wspólnocie, w którym mimo znajomości bolesnych prawd nic się nie zmienia. Scenografia i wizualizacje płonących pól i kamienic podkreślają mroczą atmosferę spektaklu, kontrastują z barwnymi strojami weselników.
Widowisko jest mocne i intensywne, większość obsady niemalże nie schodzi ze sceny i niezależnie od tego, czy tworzy pierwszy, drugi czy trzeci plan, wciąż znajduje dla swojej obecności dramaturgiczne uzasadnienia. Uwaga widza musi być więc bardzo skupiona, widz wręcz musi wyszukiwać w tłumie postaci, które aktualnie toczą ze sobą dialog. Szczególnie, że blisko trzygodzinny spektakl został nam zaprezentowany w całości, bez przerwy.
Wielką zasługą wszystkich aktorów było oddanie niełatwych scen dramatu, a na szczególne wyróżnienie zasługuje: Marcin Kalicz jako Czepiec, Lidia Bogaczównia – niezrównana Radczyni, a także Poeta – Mateusz Janicki, Dzienniarz – Rafał Szumera, czy pełna temperamentu Alina Szczegielniak jako Haneczka.
W przypadku „Wesela” Mai Kleczewskiej prawdziwe są słowa Georges’a Braque’a „Sztuka jest po to, by niepokoić”.
Zuzanna Lubaszka
V Liceum Ogólnokształcące
z Oddziałami Dwujęzycznymi
im. Kanclerza Jana Zamoyskiego
w Dąbrowie Górniczej
"Takie Rzeczypospolite będą, jakie ich młodzieży chowanie"
Jan Zamoyski
Solidarni
z Ukrainą
Oficjalna strona V Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Jana Kanclerza Zamoyskiego w Dąbrowie Górniczej